Poronin

Stanisław Łukaszczyk (ojciec)
Michał Łukaszczyk (syn)
ul. Tatrzańska 132
tel: 18 20 745 93

Warsztat czynny jest od godz. 8.00 do 17.00. W sobotnie przedpołudnia, kiedy maszyny nie pracują na pełnych obrotach istnieje możliwość zorganizowania warsztatów stolarskich dla dzieci. Warto jednak wcześniej telefonicznie umówić się na taką wizytę. Na miejscu raczej trudno będzie kupić gotowe wyroby, ale można je zamówić.

Stanisław Łukaszczyk (ur. 1955) swoją stolarnię prowadzi od 1980 roku. jednak tradycję i zamiłowanie do pracy w drzewie odziedziczył po swoich przodkach. Dziś pracuje razem z synem Michałem ( ur. 1980). Podhalańska sztuka snycerska rozwinęła się z potrzeby własnoręcznego wykonania wyposażenia domowego, sprzętów, zdobienia chałup. Drewno jest na tym terenie materiałem powszechnie dostępnym, a praca w drewnie była dla mężczyzn chlebem codziennym. Dla wielu gazdów dłubanie i rzeźbienie w drewnie, zwłaszcza w okresie jesiennym i zimowym, było okazją do wykonania potrzebnych sprzętów, ale z rzemiosła użytkowego sztukę. Z drewna wyrabiano kądziele do przędzenia , kołowrotki, wyposażenie kuchni - maglownice, kijanki do prania, półki, ozdobne łyżniki wyrabiane pierwotnie z jednego kawałka drewna. Do gospodarstwa i na bacówki wyrabiano wszelkiego rodzaju bańki, skopki, czerpaki, beczki, formy na sery. Nie inaczej było w rodzinie Łukaszczyków - dziadek Stanisław, kiedy był na bacówce sam, musiał wystrugać sobie wszystkie potrzebne sprzęty - drewniane formy na sery i oscypki, czerpaki, warzechy. Jak sami o sobie mówią - "zamiłowanie do pracy w drewnie idzie u nich z pokolenia na pokolenie". Dziś zajmują się wykonywaniem mebli z litego drewna - głównie jesionu, grabu, modrzewia czy wiązu - ale jak podkreślają - motywy, którymi zdobią swoje meble są typowo góralskie, a nie witkiewiczowskie. Na meblach znajdziemy więc motywy lilii, rozety czy gadzika. Harmonia i piękno tych mebli jest możliwe dzięki wyrafinowanemu zestrojeniu delikatnej rzeźby, naturalnej faktury drewna i przemyślanej bryły jako całości. Precyzja wykonania, przemyślana kompozycja sprawia, ze każdy mebel z osobna i wszystkie razem stanowią harmonijną całość. Meble do dziś w około 3 wykonane są ręcznie. O uznanej roli twórców świadczy udział w licznych wystawach - chociażby we Włoszech, Wielkiej Brytanii czy Francji, no i oczywiście w Krakowie, na Wawelu. W stolarni możemy dziś obserwować rywalizacje dwóch pokoleń - meble wychodzące spod ręki ojca i syna w zauważalny sposób się różnią. Ojciec woli meble proste, syn z pełną determinacją powraca do tradycji, odszukuje osiemdziesięcioletnie wzory krzeseł i z pasją je odtwarza. Wykonanie jednego krzesła zajmuje od 4 do 5 dni. Dodatkową atrakcją tego miejsca będą już niedługo udostępnione stare maszyny i narzędzia stolarskie, pamiętające czasy austriackie (lauzbzegi, stare strugi i wiele innych).

Andrzej Stasik
ul. Tatrzańska 9
tel: 18 20 743 92

Andrzej Stasik (ur. 1947) jest rzeźbiarzem, ale prawdziwą pasją, jak sam mówi jest dla niego lutnictwo. Z dumą pokazuje ostatnio zrobione złóbcoki i podkreśla, że sam słynny Sabała sfotografowany został właśnie ze złóbcokami. Wzorem do naśladowania i pierwszym nauczycielem pana Andrzeja był jego dziadek - Stanisław Chowaniec. Ukończył Szkołę Przemysłu Drzewnego w Zakopanem. to on odkrywał przed wnukiem tajniki rzeźby i snycerki, a robił to tym chętniej, że dostrzegł u niego "smykałke" do tego rodzaju prac. Pan Andrzej na początku specjalizował się w rzeźbie sakralnej. Wykonywał krzyże, postacie Pana Jezusa Frasobliwego, tryptyki, kapliczki cmentarne i przydrożne. Ale po latach rzeźbienia, wie, ze najlepiej sprawdza się w tworzeniu instrumentów muzycznych. sam robi nowe i naprawia stare. Tę umiejętność ma prawdopodobnie po rodzinie babci - Bronisławie Mardule. Brat babci Franciszek Marduła - był znanym lutnikiem. Pan Andrzej jest członkiem Stowarzyszenie Twórców Ludowych w Lublinie. Za swoje prace zdobył wiele nagród i wyróżnień. Pierwszy dyplom otrzymał w 1972 r. W 1987 r. zostało mu przyznane przez Ministerstwo Kultury i Sztuki stypendium twórcze w zakresie rzeźby. W 1995 r. uzyskał od ówczesnego Ministra Kultury i Sztuki - Kazimierza Dejmka dyplom za propagowanie piękna polskiego folkloru. W tym samym roku z Fundacji Cepelia otrzymał dyplom za osiągnięcia w kultywowaniu tożsamości kulturowej oraz współczesnej kultury polskiej. Ostatnio uhonorowany został dyplomem za tegoroczne (2006 r.) Sabałowe Bajania w kategorii: lutnictwo. Wśród swoich nagród ma jeszcze wideotekę z nagraniami obrzędów ludowych z różnych regionów Polski. Jeszcze nie wie, co z nią zrobi, liczy, że ktoś, kiedyś ją wykorzysta.

Oprócz rzeźby i lutnictwa dla pana Andrzeja jest bardzo ważna muzyka. I w tej dziedzinie jest artystą i otrzymał liczne nagrody. ma cztery złote ciupagi zdobyte przez zespół "Holny". W 1993 r. Mazowieckie Towarzystwo Kultury przyznało nagrodę im. Oskara Kolberga dla kapeli, którą prowadzi Tadeusz Szostak - wujek pana Andrzeja,w której również gra on sam. W 1995 r. kapela zdobyła główną nagrodę w Kazimierzu nad Wisłą. Złóbcoki wykonane przez pana Stanisława są znane nie tylko na Podhalu. Tutaj, każdego roku po dwie sztuki przygotowuje na Poroniańskie Lato do "pasowanie na prymistów", czyli prowadzących kapele, grających "pierwsze skrzypce". Na ostatnio zrobionych złóbcokach, wyrzeźbiona jest niewielkich rozmiarów męska głowa, która do złudzenia przypomina głowę wujka - Tadeusza Szostaka. jeden z pięknych, wypieszczonych ręką mistrza egzemplarzy złóbcoków, zawędrował do Muzeum Muzycznego w Wilnie. Stary, ładny dom góralski, w którym mieszka, a który został zbudowany w 1920 r. wpisuje się w historię Podhala - to właśnie tutaj w czasie okupacji przechowywany był sztandar Związku Podhalan. Pan Andrzej jest niezwykle ciekawym człowiekiem, ma wiele zainteresowań, pielęgnuje pamiątki rodzinne. Zwiedził z kapelą, jak sam mówi, pół świata. Liczy, ze w niedługim czasie poprawi się koniunktura na artystyczne wyroby regionalne i uda mu się spełnić swoje marzenie.

Małgorzata Bustrycka
ul. Tatrzańska 51b
tel: 18 20 743 56

Małgorzata Bustrycka (ur. 1981 r.) należy do najmłodszego pokolenia podhalańskich twórców. Ukończyła szkołę krawiecką im. Heleny Modrzejewskiej o specjalności krawiectwo regionalne. Szyć nauczyła sie od babci, osiem osób w rodzinie zajmuje się krawiectwem, ale nie dotyczy to raczej strojów regionalnych. Haftu krzyżykowego nauczyła się od mamy. Po ukończeniu szkoły, sama doskonali swoją technikę. Szyje i haftuje przede wszystkim gorsety i stroje regionalne dla dzieci. Swoje prace wykonuje dla rodziny, znajomych, niekiedy na wystawy. Jest jeszcze bardzo młodą osobą, ale intensywnie pracuje. Prowadzi gospodarstwo agroturystyczne i w chwilach wolnych haftuje.

Stanisław Gąsienica - Wawrytko
ul. Józefa Piłsudskiego 186
34-520 Poronin
tel. 18 20 743 79

Stanisław Gąsienica -Wawrytko urodził się 13 listopada 1954 r. w Zakopanem. Ukończył Zasadniczą Szkołę Zawodową w zawodzie kuśnierz. Doświadczenia w fachu nabierał u braci Franciszka i Władysława Ścisłowiczów, zaś serdaki zaczął szyć u Stefana Dziadkowca. W swej kuśnierskiej karierze udało mu się zdobyć I nagrodę w ogólnopolskim konkursie twórczości ludowej. Zaszczytem było uszycie serdaka dla samego Ojca Świętego Jana Pawła II oraz dla figury góralki, która stała w szopce w Watykanie. 

Władysław Ustupski (kuśnierstwo)
ul. Kasprowicza 56A
34-520 Poronin
tel.18 20 749 29

Tadeusz Szostak - Berda (krawiectwo)
ul. Kosne Hamry 1E
34-520 Poronin
tel. 18 20 744 99


Murzasichle


Stanisław Łukaszczyk-Maliniak
Maria Łukaszczyk-Maliniak
ul. Sądecka 43
tel: 18 20 163 76

W rodzinie państwa Łukaszczyk-Maliniaków malują na szkle trzy pokolenia. Zaczęła malować babcia, pani Helena Janik z Zakopanego (wciąż aktywna malarka), od niej nauczyła się jeszcze w swoich szkolnych latach pani Maria, sama zaś uczy malować swoich siedmiu synów. Jak mówi "z mamą się zawsze siadało i malowało" i tak też robi sama. Cała rodzina udziela się też artystycznie w innych dziedzinach: śpiewają, grają, tańczą, ojciec pani Marii był pierwszym organistą w miejscowym kościele, mąż - Stanisław - prowadził w Murzasichlu zespół regionalny. Rodzina państwa Łukaszczyk - Maliniaków to tradycyjni górscy rolnicy - zajmują się wypasem i hodowlą owiec (ok. 50) i bydła, główna część gospodarstwa leży w Murzasichlu, ale jest i część w okolicach Krosna. Pani Maria maluje nie tylko na szkle, również na płótnie, korze. Tematyka jest tradycyjna: są to głównie święte obrazy, wizerunki Matki Boskiej. Proste, syntetyczne formy, wyraziste, jednoznaczne kolory. Wzruszające malunki najmłodszych synów. Do malowania na szkle używa się tu, jako trwalszych farb akrylowych. Jak opowiada pani Maria - zajmują się malowaniem głównie w deszczowe dni, gdy jest dobra pogoda synowie idą w góry albo w pole, a sami dorośli zajmują się gospodarstwem. Prace kupowane są głównie za granicę, nagradzane. Pani Maria prowadzi u siebie w domu warsztaty twórcze dla dzieci, w tym dla grup szkolnych z Krakowa i Warszawy - opowiada dzieciom o malarstwie i malowaniu na szkle, razem malują. Pani Maria i pan Stanisław wiele lat temu "poznali się przez śpiewnie". Dziś, jeśli chcecie spotkać prawdziwą, kochającą się rodzinę, porozmawiać z ludźmi, z których wciąż, po tylu latach małżeństwa, emanuje miłość i oddanie sobie - znajdziecie to właśnie w tym domu. Głową rodziny jest pan Stanisław, ale pani Maria - żartują - szyją. Oboje mocno związani z ziemią, z ojcowizną, opowiadają jak bardzo ważne w ich życiu jest zachowanie i przekazanie wszystkich tradycji, nie tylko związanych ze sztuką, ale i z życiem, "ze wszystkim".


Nowe Bystre

Antonina Styrczula
Nowe Bystre 163
("Dutkówka")
tel. 604 458 154

Antonina Styrczula (ur. 1968) należy do kolejnego pokolenia, które wychowało się z dala od centrum wsi i zwartej budowy, gdzieś w drodze między Nowym Bystrym i Dzianiszem. Wydaje się to w dzisiejszych czasach nierzeczywiste, a jednak tak właśnie jest - żadna normalna (asfaltowa lub bita droga tutaj nie dochodzi. Dlatego też dotarcie do tego miejsca dostarcza niepowtarzalnych wrażeń widokowych po drodze i takiegoż samego klimatu w domu artystki. Pani Antonina przede wszystkim szyje i haftuje (haft biały) koszule męskie, bluzki damskie, obrusy i serwety. Traktuje to jako hobby, głównym jaj zajęciem jest praca na gospodarstwie. Wychowała się w domu, będąc jedynym dzieckiem swoich rodziców, teraz sama ma pięcioro dzieci: Anię, Marysię, Kasię, Basię i Staszka. W gospodarstwie oprócz Pani Antoniny, jaj mężna i dzieci, mieszka również mama - Anna Staszel. To właśnie mama nauczyła ją trudnej sztuki haftowania a teraz obie panie haftują i najchętniej dołącza do nich jedna z córek p. Antoniny - trzynastoletnia Marysia. Pani Antonina ma w swoim dorobku wiele wyróżnień i dyplomów, m.in. z Sabałowych Bajań, Poroniańskiego Lata, Karnawału Bukowiańskigo i Sopockiego Lata. Jest członkiem Poronińskiego Stowarzyszenia Twórców Ludowych. Kultywuje tradycje rodzinne, zależy jej na promowaniu twórczości podhalańskiej, swoją wiedzę i umiejętności przekazuje swoim dzieciom, a jeśli są inni chętni to również i im.


Stanisława Marusarz
Nowe Bystre 159
("Dutkówka")
tel. 505 089 539

Stanisława Marusarz (ur. 1951) jest sąsiadką i ciotką pani Antoniny Styrczuli. Pani Stanisława specjalizuje się w hafcie białym. Szyje i haftuje koszule męskie, bluzki damskie, serwety i obrusy. Sztuki haftowania uczyła się od sąsiadek, m.in. od p. Anny Staszel - mamy p. Antoniny Styrczuli. Podobnie jak sąsiadka, była jedynaczką, a sama urodziła pięcioro dzieci. Trzy córki, prowadzące już swoje gospodarstwa przyjęły od mamy artystyczne uzdolnienia. Jedna z nich "cekinuje", czyli wyszywa gorsety cekinami, druga haftuje maszynowo, a trzecia ręcznie. Syn zgłębia tajniki stolarstwa artystycznego, a dziewięcioro wnucząt też lubi przyglądać się jak babcia haftuje i sami próbują. Pani Stanisława ma wiele dyplomów i wyróżnień. Zależy jej na tym, aby tradycyjna sztuka haftowania i szycia strojów góralskich i całej góralszczyzny nie zaginęła.

Andrzej Kuźma
Nowe Bystre 111
tel.18 20 712 13

Andrzej Kuźma urodził się w 1948 roku w Nowem Bystrem, tu mieszka i pracuje. Od najmłodszych lat interesował się sztuką, jako 4 - latek tworzył wycinanki z papieru i rysunki. Jako nastolatek tworzył metaloplastykę, grafikę i karykatury. Od 1980 r. głównie zajmuje się rzeźbą w drewnie.Uczestniczy w lokalnych imprezach kulturalnych, prowadzi zajęcia warsztatowe, promujące piękno góralskiego rzemiosła i folkloru. Jego prace można podziwiać w kaplicy na Słodyczkach - Droga Krzyżowa oraz chrzcielnica , wokół Kościoła w Nowem Bystrem - płaskorzeźby przedstawiające Tajemnice Różańca Św. oraz przy kościele w Pyzówce figura Jana Pawła II.

Ząb

Roman Głogowski
Ząb 32

Trzon lutników w Polsce do dziś wywodzi się z gór. Na około stu pracujących lutników około trzydziestu ma swoje pracownie w okolicach zakopanego, a zdecydowana większość pozostałych pochodzi z Podhala. Wynika to z podhalańskiej tradycji, w której skrzypce są najwyższym osiągnięciem sztuki rzeźbienia w drewnie, a ich wyrób zawsze podejmowany był przez najlepszych wiejskich "dłubaczy". Najprostszą i najdawniejszą formą skrzypiec były złubcoki wyrzeźbione z jednego kawałka drewna, najczęściej jaworowego. Na takich skrzypcach grywał m.in. słynny Sabała. Do skrzypiec dorabiano smyczek z potarganego końskiego włosia. Potem wykonywano bardziej skomplikowane gęśle. Współczesne skrzypce powstają z jaworowego drewna rosnącego wysoko w górach, ścinanego tylko jesienią, gdy drzewo nie ma już soków. Wierzchnią płytę robi się z tatrzańskich lub gorczańskich świerków o gęstych słojach. Jaworowe kliny schną w suchym miejscu około 10 lat. Trzeba je potem przeciąć na dwie części i skleić w szeroką, idealnie symetryczną deskę. Pudło pokrywa do 35 warstw lakieru w barwach od złota i miodu po brązy, "żeby skrzypce grały wszystkimi kolorami". Pan Roman Głogowski o swoim zawodzie i swojej pasji mógłby opowiadać godzinami. Sam wykonał do dziś ponad 170 nowych instrumentów - skrzypiec, altówek, wiolonczeli, a ile przywrócił do życia naprawiając uszkodzone - dziś trudno zliczyć. Jeden instrument w pracowni Pana Romana powstaje ok miesiąca. Do tego trzeba dodać jeszcze lakierowanie, które trwa średnio od dwóch tygodni do dwóch miesięcy. Swój pierwszy instrument wykonał w wieku lat dwudziestu - uczył się podpatrując u dziadka, który był stolarzem oraz podglądając prace starszych lutników. Dziś jest niekwestionowanym mistrzem w swojej dziedzinie - m.in. finalistą Międzynarodowego Konkursu Lutncziego im. Henryka Wieniawskiego, a sześć jego instrumentów znajduje się w elitarnej kolekcji Związku Polskich Artystów Lutników w Warszawie. Na pytanie, w czym tkwi tajemnica wykonania dobrego instrumentu, uśmiech się skromnie i mówi "na doborze materiału, na dopasowaniu płyty wierzchniej do spodniej". Faktycznie, wydaje się, że nic prostszego...